Nie było ich samochodu przed domem. Co to mogło oznaczać? Tylko jedno! Przyjedzie babcia Urszula. Palcami złapałam krawędź parapetu, ugięłam nogi w kolanach, nigdy nie byłabym gotowa do skoku, gdyby nie skrzyp drzwi. Odbiłam się od parapetu, modląc się o trawę, żeby na niej wylądować. Niestety nic takiego się nie zdarzyło. Nie pojawiło się nawet najdrobniejsze źdźbło. Uderzyłam z impetem o betonowy podjazd. Ałć. Pewnie musiałam narobić strasznego rumoru, gdyż ujrzałam głowę Urszuli wyłaniającą się przez okno. Dzięki ciemności pozostałam niezauważona.
-Pewnie rodzina Malików znowu urządza sobie grilla..-wzruszyła ramionami, po czym znów wróciła do pokoju, zamykając okno. Dochodziłam do siebie dłuższą chwilę, ponieważ do mojej głowy informacje docierały z kilku minutowym opóźnieniem.
Przepraszam was, za nieobecność, ale będę to konsekwentnie nadrabiać. Rozpoczynamy maraton dziesięciorozdziałowy. Kto się cieszy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz